środa, 19 marca 2014

"Morze spokoju"

"Morze spokoju" - Katja Millay

Źródło okładki: KLIK
Idziesz do nowej szkoły. Bynajmniej nie robisz tego z radością, najchętniej biegałabyś cały dzień i pogrążała się w samotności. Ciągle od czegoś uciekasz. Kiedyś tak nie było, dopiero od pewnego momentu. Od chwili, kiedy cały Twój świat legł w gruzach, a razem z nim, ty sama. Bezradność, smutek, żal, złość - żadne z tych uczuć nie są Ci obce. Patrzysz na swoją lewą rękę, która nigdy nie będzie taka, jak była kiedyś. Co więcej - widzisz, że nic nie będzie już takie, jak kiedyś. Czy w tym wszystkim znajdzie się miejsce na nadzieję, wybaczenie i szczęście?

Nastya niebawem skończy osiemnaście lat. Jej życie poukładało się w inny sposób niż sama by tego sobie życzyła. Komplikacje sprawiają, że nastolatka zamieszkuje z ciotką i trafia do nowej szkoły. Dziewczynę wciąż prześladuje przeszłość. Jaką rolę odegra w tym wszystkim równie tajemniczy i skryty Josh, którego Nastya spotyka w szkole? Czy tej dwójce uda się znaleźć wspólny język?

Opis wygląda okropnie banalnie. Po przeczytaniu krótkiego streszczenia treści można stwierdzić, że mamy do czynienia z typową młodzieżówką w stylu "ona + on = wielka miłość". Jednak wiedzcie - to nie jest banalna i ckliwa historyjka o kolorowej miłości. Co prawda pojawia się silne uczucie, lecz w innej formie od tej, którą zazwyczaj serwują nam autorzy młodzieżówek. "Morze spokoju" jest naprawdę dobrze poprowadzoną powieścią, która zmusza do refleksji i przejmuje swoją tematyką.

Bohaterowie są wykreowani z precyzją godną podziwu. Katja Millay skupiła się głównie na przybliżeniu nam Nastyi i Josha, ale o postaciach drugoplanowych również nie zapomniała. Główna bohaterka to przepełniona smutkiem i melancholią młoda osoba, która dostała podczas zaledwie kilkunastoletniego życia nieźle w kość. Podobna sytuacja ma się z Joshem - los również go nie szczędził i rzucał mu kłody pod nogi, w wyniku czego chłopak jest samotny. Mówiąc o postaciach nie sposób nie wspomnieć o Drew. Jest on ciekawą osobą, a Autorce udało się dobrze wniknąć w jego psychikę i sprawić, że czytelnicy czują z nim jakąś więź.

Niektórych może razić spore nagromadzenie niecenzuralnych słów. Przyznam, że i mi one na początku nie odpowiadały. Jednak teraz stwierdzam, że dzięki temu "Morze spokoju" jest jeszcze bardziej żywe i realistyczne. Faktem jest (oczywiście smutnym), że w XXI wieku napotykamy się bardzo często na przekleństwa. Słyszymy je na co dzień i coraz większe grono osób nie widzi w tym nic złego. A "Morze spokoju" jest lekturą bolesną i prawdziwą, więc występujące w niej bluźnierstwa wpasowują się do treści i w pewnym momencie już tak bardzo mnie nie raziły. 

Zapowiedziałam, że nie jest to typowa miłosna opowieść i nadal będę się tego trzymała. Uczucie pojawiające się na kartach powieści to coś więcej niż zauroczenie. Zresztą książka nie opiera się jedynie na tym. Ma ona złożoną problematykę, która poruszy serce niejednego czytelnika. Najpierw nie czułam porozumienia pomiędzy prozą Millay a mną. Jednak w pewnym momencie "Morze spokoju" staje się osobiste i coraz bliżej mu do naszego serca.

Skracając moje wywody - warto sięgnąć po tę książkę. Czasami sprawia ona ból, przeraża, ale jednocześnie daje nam coś więcej - nadzieję. Pozwala poznać nam dobrze Nastyę, Josha i innych bohaterów i wniknąć do ich świata. Nie stanie się ona moją ulubioną książką, ale to nie zmienia faktu, że jest dobra i warta uwagi. Sprawdźcie.

4 komentarze:

  1. Sama mam w planach przeczytanie tej książki!

    OdpowiedzUsuń
  2. O książce wystarczy chyba, jak napiszę: "kocham ją" <3
    A przy okazji zapraszam do konkursu, może "Greckie Wakacje" Cię zainteresują? ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Widziałam na kilku blogach recenzje tej książki, ale po przeczytaniu opisu rezygnowałam - kompletnie mnie nie przekonał. Jednak będąc ostatnio w księgarni kupiłam "Morze spokoju" i nie żałuję. Wspaniała powieść! Co do przekleństw, podzielam Twoje zdanie. Na początku raziły, ale to nie jest słodziutka opowiastka o miłości tylko mocna powieść o prawdziwym życiu. Dużo bardziej działało na mnie mocniejsze słowo od "podenerwowany". Niesamowite, że czytając tą książkę tak bardzo zżyłam się z bohaterami.

    OdpowiedzUsuń

Będzie mi bardzo miło, jeśli napiszesz chociaż parę słów od siebie. Jeżeli masz ochotę zadać pytanie dotyczące postu rownież to zrób, staram się wtedy odpisywać na komentarze ;)