niedziela, 21 kwietnia 2013

"Japonia (Tokio). Kobieta na krańcu świata"

 "Japonia (Tokio). Kobieta na krańcu świata" - Martyna Wojciechowska
 
Źródło okładki : KLIK
Dla nas, ludzi żyjących w Polsce, Tokio wydaje się być wręcz innym światem. Krainą pełną technologii, ekstrawagancji i ludzi o całkiem odmiennej mentalności. To właśnie tam zapanowała moda na styl kawaii - uroczy i dziewczęcy, który pokochały nawet trzydziestoletnie kobiety. W książce pod tytułem "Japonia (Tokio). Kobieta na krańcu świata" miałam okazję poznać to niezwykłe i odległe miejsce oczami Martyny Wojciechowskiej. Przyznam, że nie przypominam sobie, bym wcześniej miała kontakt z jej literackimi dziełami. Na szczęście to pierwsze spotkanie zaliczam do udanych. A co w szczególności jest według mnie warte uwagi w tej krótkiej książce?
 
Po pierwsze fotografie. Pojawiały się często i dzięki nim mogłam wszystko zobaczyć takim, jakim jest w rzeczywistości, a nie tylko tak, jak widzi to moja wyobraźnia. Zdjęcia były różnorodne i ukazywały charakter Japonii. W pamięć zapada fotografia pełna zieleni i roślinności - czyli Rikugien. Oczywiście przykłady można by mnożyć - Góra Fudżi, Tokyo Skytree, skrzyżowanie Shibuya i wiele innych.
 
Spodobał mi się także fakt, iż bohaterką została jedna konkretna osoba - Kanae. Modelka, projektantka i kierowca ciężarówki należąca do subkultury gyaru. Na co dzień wygląda jak księżniczka, ponieważ taki ma właśnie styl. To dziewczyna o bogatej i całkiem innej osobowości, niż te z jakimi my w Polsce mamy kontakt. Między innymi dlatego też książka dostarczała mi tylu wrażeń i co chwilę dziwiłam się tamtejszym zwyczajom.
 
Język jakim posługuje się Martyna Wojciechowska jest prosty i nieabsorbujący. To według mnie jedna z mocniejszych cech powieści, ponieważ całość była zrozumiała dla przeciętnego, niezbyt zorientowanego w tamtejszesz kulutrze czytelnika. Ani przez chwilę nie czułam się znudzona, ponieważ Autorka przytaczała tak nieprawdopodobne i niecodzienne sytuacje, że książka chwilami przypomina litraturę fantastyczną, a nie podróżniczą.
 
Niestety znalazł się też pewien mały minus. A jest to fakt, że w książce wiele rzeczy wydaje się być opisanych strasznie pobieżnie i niedokładnie. Szkoda, ponieważ moim zdaniem książka mogłaby być nieco dłuższa. Z chcęcią dowiedziałabym się jeszcze kilku informacji z życia Japończyków, ponieważ Martynie Wojciechowskiej udało się mnie zainteresować odmiennym stylem życia.
 
W skrócie, uważam tę książkę za pozytywne spotkanie z tego typu literaturą. Dzięki tej lekturze dowiedziałam się kilku naprawdę ciekawych rzeczy, które zostały przedstawione w interesujący sposób. Czuję jednak pewien niedosyt i z tego powodu jest mi trochę smutno. Mimo to w ogólnym rozrachunku książka wypada dobrze i mogę z czystym sumieniem polecić ją innym.
 
Za możliwść przeczytania i zrecenzowania książki dziękuję wydawnictwu G+J
 

 
 
 


7 komentarzy:

  1. Czuję się zachęcona :3
    W najbliższym czasie postaram się ją zdobyć :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Gdy zobaczyłam tylko tytuł od razu wiem, że jej nie przeczytam. Nie lubię tego typu książek i raczej nic mnie do niej nie przekona. ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Lubię książki Wojciechowskiej, jak również podoba mi się jej styl pisania. Z chęcią więc przeczytałabym i to, co pisze o Japonii :-)

    Pozdrawiam i zapraszam:

    im-bookworm.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. Programy oglądam, a serię książkową mam w planach :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Uwielbiam książki z tej serii, zawsze mnie fascynowały dalekie podróże :)
    Zostałaś nominowana do Liebster Awords! Zapraszam do mnie

    OdpowiedzUsuń
  6. Ojej! Pamiętam odcinek o Kanae! Oglądałam go dwa razy, tak mi się podobał :) Nie wiedziałam, że powstała cała książka o tej bohaterce. Koniecznie muszę nadrobić zaległości i ją przeczytać :-)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ha! Mery nieogarnięta się melduje. Chociaż już za chwilę mecz...

    W każdym razie, Martyna Wojciechowska nie jest jakimś moim guru podróżniczym, szacunek do niej mam całkiem, całkiem, jednak po przeczytaniu kilku książek do podziwu daleko mi. Bo niestety, to co powiedziałaś, wszystko opisane jest tak szybko, szybko, nie ma praktycznie wiele nowego do wyczytania. Dlatego chyba najbardziej podobała mi się jej książka o Etiopii.
    To maleństwo, które recenzowałaś jest jednym z rozdziałów, bądź jak kto woli, fragmentem książki "Kobieta na krańcu świata 2". (przyznaję, zdenerwowało mnie takie wydawanie i robienie pieniędzy na pojedynczych, cieniutkich książeczkach).
    Z drugiej strony, ten rozdział o Kanae jest jednym z moich ulubionych. Lubię do niego wracać.

    OdpowiedzUsuń

Będzie mi bardzo miło, jeśli napiszesz chociaż parę słów od siebie. Jeżeli masz ochotę zadać pytanie dotyczące postu rownież to zrób, staram się wtedy odpisywać na komentarze ;)