czwartek, 28 listopada 2013

"Kamienie na szaniec"

"Kamienie na szaniec" - Aleksander Kamiński
 
Źródło okładki: KLIK
Dziwnie pisać o tego typu książkach. Legendach, które zapisały się na pamięci tysięcy ludzi. Jednak mimo to powinno się o nich mówić, żeby jak najwięcej młodych ludzi się o nich dowiedziało. Dziś mowa o „Kamieniach na szaniec”. Coś zwanego lekturą szkolną. Coś, co nie powinno być pod tym kątem rozpatrywane. Wystarczy, że przeciętny nastolatek usłyszy to słowo, a w jego głowie pojawia się myśl „to musi być nudne”, „nie lubię czytać pod presją”. Ale są takie pozycje, które pomimo wpisania w kanon szkolnych lektur obowiązkowych powinny być rozpatrywane przez pryzmat czegoś innego. Dlatego jeśli jeszcze nie miałeś okazji poznać powieści autorstwa Aleksandra Kamińskiego, to wiedz, że ten tekst jest pisany z myślą o Tobie.
Przede wszystkim chcę zaznaczyć, że tu jakiekolwiek streszczanie fabuły jest nie na miejscu. Tak samo jak ocenianie tej historii pod względem tempa akcji i wydarzeń. Wiadomo, że literatura faktu ma to do siebie, iż jej bieg pisze samo życie (a w książkach jest to trochę koloryzowane i dopasowywane do całości przez autora). Jednak to cały czas materiał, na który składają się żywe wspomnienia, wciąż poruszające serca Polaków. To nasza chluba narodowa, a my, jako obywatele tegoż kraju powinniśmy wiedzieć z czego mamy być dumni. A chyba nikt nie zaprzeczy, że z Rudego, Alka i Zośki być dumni powinniśmy.
Podziw. To pierwsze co ciśnie się na usta, kiedy mam mówić o bohaterach „Kamieni na szaniec”. Mam świadomość, że to byli tylko trochę starsi ode mnie ludzie. Oni również mieli swoje plany, marzenia, sympatie. To nie ich wina, że przyszło im żyć w tak trudnym okresie. To nie ich wina, że los rzucił im pod nogi takie kłody. To nie ich wina… Jednak na to nic nie poradzimy. Teraz pozostaje nam się cieszyć, że mieliśmy w swym kraju tak odważnych, świadomych i mądrych młodych ludzi.
Coś co może odstraszać od tej książki? Nieco nudny wstęp i kilka innych takich momentów. Przyznaję, że miałam takie chwile, kiedy książka mnie trochę nudziła. Ale nie robiła tego w taki sposób, iż miałam ochotę odrzucić ją w najdalszy kąt pokoju i do niej nie wracać. Chciałam dalej ją poznawać i zgłębiać swą wiedzę na temat lat 1939 – 1943. Nie jestem wielką miłośniczką historii i miałam skłonność doszukiwać się w tej pozycji emocji. A tego również tu nie brakuje, trzeba tylko odpowiednio się do „Kamieni na szaniec” nastroić i przygotować. Zresztą… czy można do takiej historii nie podchodzić emocjonalnie? Jeśli tak, to musi to być szalenie trudne.
Perełka polskiej literatury, tu trzeba użyć takich słów. Tym bardziej, że Aleksander Kamiński napisał tę powieść dobrze. Poprawnym stylem, łatwym w odbiorze. Ale ta książka nie jest perełką głównie z tego powodu i bardzo dobrze o tym wiadomo. Tu chodzi o coś więcej, o siłę jaka drzemała w Polakach, poświęcenie dla ojczyzny i walkę o wolność.
Nie ma w tym tekście dokładnie tego, co powinna zawierać przykładna recenzja. Odrobinę brak w tym wszystkim analizy konkretnych elementów tekstu i innych tego typu detali. Ale czasami trzeba odłożyć na bok schematy i szablony. Mam nadzieję, że kogoś ten tekst zachęci do przeczytania „Kamieni na szaniec”. Jeśli tak się stanie, to znaczy, że moje rozpisywanie nie poszło na marne. Na koniec jeszcze tylko jedno. Przypominam, nie traktujcie tej szkolnej lektury jak obowiązku, myślę, że na tym zyskacie.


4 komentarze:

  1. Swietna recenzja. A ksiazke polecam i ja :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Uwielbiam tę książkę :)

    OdpowiedzUsuń
  3. ''Kamienie na szaniec" czytałam chyba w szostej klasie szkoły podstawowej, miło wspominam tę lekturę :)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń

Będzie mi bardzo miło, jeśli napiszesz chociaż parę słów od siebie. Jeżeli masz ochotę zadać pytanie dotyczące postu rownież to zrób, staram się wtedy odpisywać na komentarze ;)